Jestem psychologiem rozwojowym od wielu lat zajmującym się poznawczym, emocjonalnym i psychospołecznym rozwojem dzieci

i młodzieży. Jestem również mamą 7 – letniego chłopca; nieco nieśmiałego, ale także zdolnego,  z bogatą wyobraźnią i energią do działania, szczególnie w dziedzinach które go pasjonują, takich jak rozwiązywanie zagadek i łamigłówek, przyroda, zwierzęta (szczególnie te najbliższe – domowe)  i wspinanie się po przeszkodach w parkach linowych. Jak widać zestaw zainteresowań bardzo urozmaicony i ogromny potencjał nieodkrytych jeszcze talentów i uzdolnień. Jestem jednocześnie trochę zapracowaną mamą – moja praca, głównie z ludźmi, to rozmowy i spotkania, często w godzinach popołudniowych, kiedy mój syn siedzi po lekcjach w świetlicy szkolnej lub czeka na mnie w domu. I tęskni. I czasem też się nudzi. I gra na komputerze dłużej niż 30 minut, bo ktoś kto się nim właśnie opiekuje nie zauważył, że czas minął.

Znam wielu rodziców, którzy widzą potrzebę wspierania rozwoju swojego dziecka poprzez udział   różnego rodzaju  zajęciach (byle nie za dużo na raz !) wzbogacających młodego człowieka intelektualnie, społecznie, mogących zainspirować dziecko do poszukiwania kreatywnych rozwiązań, próbowania swoich sił, poznawania własnych mocnych stron lub stać się  szansą na odkrycie jakiegoś małego lub dużego talentu. Są też tacy rodzice, którzy po prostu chcieliby ze spokojną głową pomóc swojej latorośli

w odrobieniu zadań do szkoły (problem zaczyna się w okolicach 5 klasy: „Jak robiło się te zadania?”) lub zabrać je do lasu lub na kort tenisowy (zapomniałam już jak się trzyma rakietę). I tu pojawia się problem – jak pomieścić te wszystkie aktywności w krótkim czasie pomiędzy powrotem do domu a upragnionym snem (bo wstałam dziś o 5.00 i jutro będzie podobnie). A w międzyczasie porozmawiać o ważnych dla dziecka sprawach, przygotować (rozmrozić?) kolację, nieco posprzątać (może bardziej „odgruzować”?) mieszkanie. Pewnie nie jestem współdomownikiem idealnym, ale staram się być przynajmniej „wystarczająco dobrą mamą”: kiedy już jestem w domu, to JESTEM DLA DZIECKA: słucham, wzmacniam, przytulam. Tylko co z czytanką na jutro i upragnionymi lekcjami hip – hopu?

Być może dobrym rozwiązaniem dla osób w podobnej sytuacji do mojej byłaby opieka profesjonalnie przygotowanej do animowania czasu wolnego dziecka osoby dorosłej, która mogłaby kilka razy w tygodniu lub w miesiącu wspomóc rodzica choćby w odrobieniu lekcji  (jak nauczyć dziecko języka niemieckiego, gdy samemu się nim nie włada?) lub zabraniu na basen lub zajęcia taneczne

w pobliskim klubie (nie chodzimy, bo zajęcia zaczynają się o 15.30, a ja odbieram syna ze szkoły po 16.00). Taka osoba nie zastąpi rodzica (nie powinna), ale może go odciążyć; a dziecko pod dobrą, pewną opieką może przygotować się na następny dzień do szkoły lub aktywnie rozwijać swoje zainteresowania i pasje.  Po to, żeby zostało nam wieczorem trochę czasu na to najważniejsze – rozmowę, przytulenie, zabawę, wspólne poczytanie bajki na dobranoc.

 

Klientka oraz konsultant merytoryczny: Małgorzata Cużytek - psycholog rozwojowy, pedagog, mama 7 letniego Grzesia

Małgorzata Cużytek